GłównaKsięgaO mnieArchiwumYzojaMiasto Kreowania Snów

?

piątek, 27 kwietnia 2012. 14:52 | Kategoria: brak kategorii
tagi:
Właściwie to nie mam potrzeby, by prowadzić płatny blog, skoro mam trzy na interii i jeszcze jeden na innym portalu. Dopóki nie wyczerpię limitu - coś dopiszę.
Z drugiej strony , jak dotychczas,  nikt nie zainteresował się tym blogiem, więc jaki jest sens, żeby wymyślać tematykę i zajmować czas na pisanie notek ?  Mam kupę roboty, by wypełnić już istniejące.
Czuję się koszmarnie. Nie tylko przez kolano, ale serce wysiada coraz częściej i ciśnienie wyskakuje, jak Filip z konopi - z zagrożeniem życia. Tyle, że to trwa juz ponad 30 lat, ale nic nie jest wieczne i nawet, jeśli organizm wytrzymywał i tak bardzo długo - kiedyś następuje zmęczenie materiału i klops. Nie bardzo wiem komu ew. przepisać mój "majątek" ? Nie jest zbyt duży, niemniej na pewno komuś by się przydał. Jakoś nie widzę nikogo, kto by mną sie przejmował i komu chętnie przekazałabym to, co mam. Wszyscy - do pewnego momentu kadzą, oblizują, by za jedno zdanie - uwagę lub szczere wyznanie - odwrócić się i odejść. I nie boli mnie ta okoliczność, a te chwile, które im poświęcałam, z pełną życzliwością i chęcią pomocy. A cokolwiek się daje, robią wrażenie, że im się należało i nie widać ani radości, ani wdzęczności za otrzymany dar. Muszę w końcu powstrzymać swoje zapędy i otwarcie się na każdego, kto próbuje zbliżyć się do mnie. Sparzyłam sie tyule razy, że najwyższy czas oprzytomnieć. Spróbuję.
Jutro przychodzi Ulcia. Pichci mi galaretkę. zrobiła zakupy. Stara się, a ja rewanżuję za poświęcony mi czas...
sobota, 17 marca 2012. 14:48 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

Leczę kolano od miesiąca intensywnie, a od roku przewlekle. Kiedy co nieco podkurowałam i zamierzałam rozchodzić nogę - kontuzja się pogłębiła i myślałam,że to koniec mego istnienia na tym padole. Uziemienie na stałe = śmierć. Szukałam 5-go już ortopedy przez internet, który zechciałby złożyć mi wizytę domową i , na szczcęście, się znalazł. Walnął mi dwa końskie zastrzyki, pop których organizm się zbieził i cukier skoczył mi prawie do 400, a ciśnienie 200/120 ! Taki stan trwał 2 dni i wartości unormowały się, poza ciśnieniem, które cały czas mnie gnębi, skacze, wykańcza serce, a ja ... jeszcze zipię.
W przyszły tygodniu wezwę lekarza , który ma mi dać 3 zastrzyki z kwasu haliurynowego, mającego, jakoby coś tam jakoś zregenerować. Muszę spróbować, bo nie mam zamiaru dać się "aresztować".
24 mam imieniny. Ciekawe, która przyjdzie. Ulcia odpada, bo była wczoraj, przyniosła mi ugotowane galarety i inne produkty przeze mnie zamówione i wyglądało na to, że nie pamięta. No, to nie. Mycha od miesiąca w ogóle nie dzwoni i żadna inna.
Ja opisuję na blogu nasze otoczenie, z całym zatrudnionym tu - personelem. Podoba się wszystkim, prócz chyba tych, których krytykuję, ale staram się nie urażać. Kilka osób  jest już odstawionych na margines - zasłużyli swoją bezczelną arogancją i fałszywą postawą.
Dostałam natomiast, nie bez usilnego zabiegania - po 3 latach opiekunkę pierwszego kontaktu. Jest to Elwira, pielęgniarka, pogodna, fajna babka. Zwodzili mnie tyle miesięcy. Przełożona, zdawałoby się mnie sprzyjająca, robiła wszystko, bym się nie zorientowała , że jestem tej opiekunki pozbawiona. Chciała mnie wrobić, ale się nie dałam. Napisałam pismo, po którym szybciutko mi załatwiła to, o co prosiłam. Nie jestem wymagajaca, ale skoro wszyscy mają takie opiekunki, dlaczego ja mam być pokrzywdzona ?
 Spróbuję 23 wyskoczyć z Wandą na zakupy ciastek do Piotra i Pawła, bo może któraś z babek jednak wpadnie na imieniny ,  ale nie wiem, czy dam radę. Muszę bardzo uważać, żeby tej nogi znów nie uszkodzić.
Dziś cikepło, ładnie. Niebawem będę rezydowała na balkoniku. Kupiłam krzesło rozkładane na plażowanie. Chociaż czasem, krótko, ale będę wychodzić na słońce. No

niedziela, 26 lutego 2012. 14:01 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

Pisałam, pisałam i... nie weszło. Z tym internetem wiecznie są jakieś szopki. Nie było nic interesującego do przekazania. Kolano boli, ale po 2 zastrzykach blokujących - mniej. Natomiast mam dostać 3 zastrzyki z kwasu hiurylinowego  (chyba coś przekręciłam) i... nie ma szans na uspokojenie bólu na dłuższą metę. Na blogu jonapot prowadzę batalię n.t. żarcia - kładę kierownictwu do głowy, że winna nas żywić odpowiednio do wieku i chorób, nie dzieląc na jedzenie normalne i dietetyczne. Wszyscy winni być na diecie i dostawać mniejsze porcje, ale jadalne, a nie  kupę zimnych kartofli , łyżkę jakiejś jarzyny , kawałek mięsa , zamiast sporo jarzyn, mało kartofli... Zdaje mi sie, że tylko przysporzę wrogów i guzik załatwię.

niedziela, 26 lutego 2012. 10:18 | Kategoria: brak kategorii
tagi:
O czym ma pisać ktoś, kto zamknięty jest  w czterech ścianach od miesięcy ? Piszę tutaj sobie a muzom, bo w internie prowadzę 3 blogi: życiorys, obrazy znanych malarzy i przejściowo relację z pobytu w Domu Pomocy Społecznej i otocznia, z jakim mam do czynienia.  Wszystkim się podoba, niezależnie od tego, że po raz pierwszy i chyba ostatni - ktoś w ogóle pisze na ich temat i raczej pozytywnie.
O czym więc tu mam pisać ? Może o tym, że wreszcie, po przepychankach, pismach - dostałam opiekunkę pierwszego kontaktu - bardzo fajną pielęgniarkę, Elwirkę, po 50-tce.
Pogodna, a co najważniejsze , chętnie wzięła mnie pod swoje skrzydła. Okazuje się, że mnie się BOJĄ ! Jak to mało się znają  na ludziach. Obawiają się, bo reaguję na nieprawidłowości, nie jestem głupia i potrafię wytknąć im błędy i domagać się tego, co mi się należy, choć często bezskutecznie.
Na imieniny przyszedł "twardy elektorat", czyli: Ulcia, Mycha, Zośka Kaczka, a zadzwoniła i napisała kartkę - Gocha z Lublina. Koniec. Ciecior, oczywiście, olała, bo ja , jak uważa, a jak nie jest to prawdą, że zerwałam z nią kontakt i też nie dzwoniłam na jej imieniny z życzeniami (jak bym tylko ja miała jakiś przymus dbania i interesowania się nimi), no to nie ma zamiaru korzyć się przede mną, nie dzwoniła także Bożena z Łodzi, no i nikt węcej.
Kolano boli, jak diabli, 5-ty ortopeda, który zgodził się do mnie przyjechać - walnał mi 2 końskie zastrzyki p/bólowe i choć nieco przyćmiło boleści, to powoli powracają.
w przyszłym tygodniu wezwe go, by dał iniekcje z kwasu haliurynowego , który, jakoby, coś tam regeneruje. Nie bardzo w to wierzę, ale muszę próbować, bo inaczej uziemię się bardziej, niz jestem.
Forsa topnieje, ale i tak, w porównaniu z moimi brakami przez całe życie - teraz, mogę sobie pozwolić na niejedno. Kupuję, właściwie, to, co chcę.
No, na tyle. Za tydzień wielkanoc. Dzień, jak codzień... 
wtorek, 7 lutego 2012. 11:47 | Kategoria: brak kategorii
tagi:
Co mam pisać, skoro prowadzę w interii 3 blogi ? Co najwyżej narzekać. Jest, a właściwie są ku temu powody. Polityka naszego rządu, moje kiepskie samopoczucie i żadnych pozytywnych widoków na przyszłość. Przy tym pogłębiająca się, zmurszała starość, kiedy mentalnośc pozostała młoda i żądna wiedzy, ciekawa świata, ludzi, zdarzeń... Niedawno skończyłam 80 lat ! Kiedyś granicą możliwości dożycia wieku była dla mnie 40tka , a teraz ? Boję się konania. Boję się szpitala. Wszystko to przede mną. Żadnych marzeń, żadnych planów - nawet samodzielnego  wypadu do miasta, a co dopiero powrót do mego Budapesztu , do moich znanych zakątków, kawiarni, ulic - dawno przemianowanych, których nie znam.  Nici z tego, schorzała  starowino ! Już 32 lata jesteś "aresztowana" przez choroby i siedzisz więcej na 4 literach, niż ruszasz nóżetami, które kiedyś wytańcowywały rytmy i kiedy byłaś młodą, atrakcyjną dziewczyną. Adieu, życie ...
niedziela, 15 stycznia 2012. 23:08 | Kategoria: brak kategorii
tagi:
Nie wiem po co prowadzę blog, którego nikt nie czyta ? Na dodatek jest płatny. Mam wszak jeszcze  trzy na interii. Tam kończę pisać życiorys , opowiadam o swoim domu pomocy,   lansuję obrazy znanych malarzy... A tu ? Mogę, co najwyżej, narzekać, ale co mi to da ? Wściekam się na rząd, nie znoszę calej tej plejady kabotynów,  nie mających ani pojęcia, ani zaangazowania o rządzeniu państwem i szukaniu dróg, by polepszyć byt społeczeństwu. Działają na zasadzie gaszenia ogna: trzeba  robić coś doraźnie, by nie doprowadzać nas do ostateczności, a po nas choćby potop. Ludzi kompletnie nie interesuje kto kim jest, a jak im się podoba i wybierają: karierowiczów, nastawionych na własne korzyści, zmienionych od czasów solidarności - nie do poznania. Wszyscy. Beznadzieja.
Kupuję co rusz coś dla wygody: buty zdrowotne - już piątą parę, z tym, że dwie oddałam, bo mi nie pasowały. Teraz noszę klapki Scholla , zdrowotne, i czuje, że mają moc naprawczą, bo stopa o wile mniej boli. Oczekuję na przysyłkę jeszcze dwóch par. Dzisiaj zamówiłam nowy materac za 718 zł. , bo ten choć dobry, to mam nadzieję, że zamówiony będzie wygodniejszy. Fatalnie śpię, a raczej nie śpię i wydaje mi się, że ten nowy może mnie wreszcie ukołysze do snu. Bardzo ważne "zajęcie" - regeneruje organizm i rozjaśnia umysł. Niewyspana jestem nieprzytomna i z konceocjami do tyłu.
No, to chyba się położę. Stary materac oddaję Zosi, 93-letniej byłej współlokatorce, z którą drzwi w drzwi mieszkałyśmy razem na innym piętrze i usługiwałam jej we wszystkim, choć sama ledwo zipałam. Zawsze wychodzę jak Zabłocki na mydle.
środa, 14 grudnia 2011. 18:06 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

Nie wiem dlaczego nie działa poprawnie   ani nastawsianie rodzaju, ani rozmiaru, ani koloru czcionki. Której bym nie wciskała - stale pokazuje się ten - tzn, mały i czarny.
  Święta za pasem a ja ich wcale nie oczekuję. Tu odizolowana od świata i ludzi, mogę co najwyżej pisywać notki do blogów i czekać na następny dzień.
Pozbyłam się wszystkich "przyjaciółek" od siedmiu boleści, właściwie nie wiem po co istniały - żadna nie była na poziomie, a ja wiecznie wysilałam sie, żeby im dogodzić. Cóż, na skłonie życia zaznałam już wszystkiego złego.
Najbardziej mnie tu zaskoczyły, negatywnie, ta psycholożka od siedmiu boleści, która, jak sie okazało, nieprzychodziła do mnie z życzliwości , ale słżbowo ! Ludzkie pojęcie przechodzi ! A gówniara, z którą w ogole nie miałam n ic wspólnego, a którą obdarzyłam prezentami, okazała sie byż moją recenzentką. Kto ją upowaznił - nikt się do tego nie przyznał. Nawypisywała jakieś niebotyczne bzdury, określając mnie: egocentryczką (żadnego przykładu nie podała, bo nie miała), chwiejną emocjonalnie. (także bez dowodów), depresyjna (którą w ogóle nie jestem), a nadto dementywna (tu już smiech na sali - jedyna pisząca w internecie, majaca 5 blogów, pisząca sensowne i rozważne pisma urzędowe ityp.), roszczeniowa (nigdy o nic, poza absolutnie koniecznymi usługami ,nie proszę), ale za to: kulturalna, miła, nie sprawia problemów wychowawczych, co jest juz kompletnym ewenementem, żeby taki prymityw miał czelność coś takiego w ogóle umieszczać w moich aktach, o których istnieniu dowiedziałam się przez przypadek. Zażaałam od MOPS - ustawy o pomocy społecznej, m.in domów opieki i tam dowiedziałam się, że przysługuje podopiecznym opiekunka piewszego kontaktu. Ta, która sie zgłosiła, nie powiadomiła mnie o tym, a przejęła jej funkcję, właśnie ta idiotka (musiała otrzymać od kogoś placet) i nawypisywała kompletnych idiotyzmów, które do mnie pasują, jak pięść  do nosa. Pokazała mi w końcu te teczkę ta pierwsz i wyczytałam wszystko, lącznie z wpisami psyc holożki, która nie mogła nie wiedzieć, co ta "pisarka" umieszcza na mój temat. Kiedy zrobiłam raban, ta dotychczasowa "przyjazna" pani psycholog (po kursach) wzięła stronę tej kretynki, widocznie broniąc własnej skóry. Skończyło się przchodzenie do mnie w celach szpiegowskich. Ona wpisując się ze swej strony określiła mnie despotką (jak nia mogę być zamknięta w czterech ścianach, nie mająca styczności właściwie z nikim, poza przynoszącymi żarcie i krótkimi rozmowami z paroma osobami), wywlokła moje zwierzenia o  staraniu się o odszkodowanie, napisała też, że jedynym moim zajęciem , jest internet. Skąd wie, kiedy przychodziła raz na kilka tygodni, a czasem krócej, ale tylko po to, by poinstruować mnie w technice internetwej.
No, rozgadałam się n.t nie związany z świętami, które będą bardzo prozaiczne. Przyjdzie złożyć życzenia pan kierownik z kilkoma osobami na dyżurze, kolację wigilijną zjem sama, bo nie schodzę do stołówki, zreszta tak, jak od lat.
Dogorywam. Czuję się źle, coraz gorzej i nie mogę z sobą poradzić. wysilam się pisząc swoje przeżycia na blogu od 1,5 roku. Tu jestem już 2,5 roku. Czas leci, a życie się kończy. Oby bezboleśnie.

poniedziałek, 31 października 2011. 10:04 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

Jutro 1 listopada - wspomnienia o zmarłych. Jest ich sporo - Mama, siostra, koleżanki, koledzy, siostrzeniec... Ostałam jeszcze w wieku 80 lat. Umysł, poza pomentami braku refleksu, jakoś pracuje. Prowadzę blogi, piszę w miarę interesująco i płynnie - nie mam tu umysłowego przestoju. Gorzej ze zdrowiem - ciągle coś dodatkowego, poza głownymi dolegliwościami : nadciśnieniem, cukrzycą (wreszcie lekarka dobrała mi odpowiedni lek i cukier spadł znacznie), niedoczynnością tarczycy - do nich doszlusowuje - kolano nie do naprawy, ciagły ból od niemal roku, zaliczonych bez sensu i powodzenia na naprawę uszkodzenia - pięciu (!) ortopedów,  od 10 dni zapalenie halluxa z obrzekiem całej stopy i ciągła ospałość, zmęczenie... Nie mam ani chwili, by odetchnąć, poczuć sie normalnie. A niech to licho ! Dobrze chociaż, że jeszcze mam forsę, czuję się z tym komfortowo, nie wiem na jak długo. Ciecior odpadła - bardzo szybko i skutecznie. Po prostu nie zadzwoniła po ostatnim moim telefonie, kiedy zachowała sie skandalicznie. "Przepraszam, ale muszę skończyć rozmowę, Zbyszek odlewa kartofle..." Tak ? No, to OK. I koniec. Nie wiem, czy ona czekała, że ja znów się odezwę ? Niby po co ?
I tak, nasza znajomość, bo na pewno nie przyjaźń z jej strony, po 60 latach ustała... tak, jak z Alką. Obie są siebie  warte - egocentryczki, wyrachowane i fałszywe. Zawsze coś ukrywały, nigdy nie były szczere, tylko ja, durna, z otwartym sercem i gębą - jak zwykle , wychodząca na tym jak Zabłocki na mydle.. Cóż, wolę samotność, niż udawane kumplostwo.
  Musik, niebawem doszlusuję do umarłych. Szkoda, że się nie spotkamy, nie wierzę w życie pozagrobowe i spotykanie się dusz... Pa, kochanie. Śpij swoim snem wiecznym. Wysłałam forsę na kwiaty dla Ciebie. Kocham Cię, Musik i brak mi Ciebie bardzo.

poniedziałek, 10 października 2011. 15:59 | Kategoria: brak kategorii
tagi:
Nastawiam na kolor niebieski, a pokazuje się czarny...Wybory i po wyborach. Przegraliśmy. Tamci byli lepiej zorganizowani, mieli zaplecze - wszystkie media, polonia zagraniczna itd. a najlepszy kawał - tragedia - to wejście Palikota do Sejmu. Ależ mamy skołowaciałe społeczeństwo - bezmyślne, powierzchowne, kompletnie nie zdające sprawy z sytuacji, w jakiej teraz znalazła się Polska... Jestesmy zgubieni. Zbieranina gejów, jakichś  zgarniętych z ulicy typków - co oni mogą zrobić, dać Polsce ? Komporomitacja na całego. I znów 4 lata Tusk : narcyzek, karierowicz, kosmopolita... nie znoszę go. Niestety, nie dane mi będzie żyć pod innymi rządami. Tu zakończę żywot.
Chciałam znależć jakąś blogowiczkę, z która mogłabym wymieniać poghlądy, pogadać, ale tu same sikorki - młode dziewczynki, zakochane, piszące tragiczne opowieści o śmierci , popełnionej z zawiedzionej miłości samobójstwie... No, cóż - nigdy nie była aż tak zakochana, a teraz ? Nie mój temat, nie moje podwórko...
środa, 5 października 2011. 16:36 | Kategoria: brak kategorii
tagi:
No, ostatnia kumpelka poszła w odstawkę. Tyle lat, tyle ode mnie serdeczności, chęci kontaktów, dzielenia się z wszystkim, co mam.... Ona nie odwzajemniała mojej przyjaźni, kto wie, czy nie ciążyła, bo Cieciorowi do szczcęścia wystarczyli zawsze tylko mężczyźni,  a odkąd złapała o kilkanaście lat młodszego faceta, za którego po 5 latach wyszła za mąż - świat dla niej nie istnieje. Światem jest tylko ON. A więc ja musiałam okazywać jej wszelkie rewerencje - dzwonić, dzwonić, a ona - jeśli ja przez dłuższy czas nie telefonowałam - tylko dzięki mężowi, który mnie szanował i wyrażał się jak najlepiej - raczyła dać sygnał, że jest, z zapytaniem, co u mnie słychać. Potem już ja dzwoniłam do niej, bo mam opłacony abonament na 5 osób darmowych - za 2000 minut, w tym umieściłam, oczywiście ją , i dopiero rozmowa przebiegała normalnie i długo, bo darmowa  , ale za wyższy abonament. Ona, siedząc przez całe lato w Lądku Zdr. , gdzie po męża rodzicach mają półówkę domu - 2 pokoje z kuchnia i łazienką - zadzwoniła kilka razy, ale tylko po to, bym to ja jej oddzwoniła. ?Nie wydała tym sposobem na mnie ani grosza. Ostatnio  , po jakiejś dłuższej, niż zwykle, przerwie zadzwoniłam . Ona dość chłodno ze mna rozmawiała, po czym , nagle, powiada: przepraszam cie, bo Z. odlewa ziemniaki - musze kończyć. No, i skończyła rozmowę - jak by nie mogła przeczekać jeszcze parę minut, Z. odlałby te ważne ziemniaki, ważniejsze ode mnie , nałozyłby je na talerze i wtedy, bez przerywania rozmowy - zakończyłybyśmy ją normalnie. ?Ale, nie. Natym nasz kontakt się urwał, bo ja już nie zadzwoniłam (to ona winna zadzwonić, przeprosić, za zerwanie tamtej rozmowy), a ona - skorzystała z pretekstu, że ja nie dzwonię i nie odezwała się chyba od 3 tygodni. Tym sposobem  nasza 60-letnia znajomość została zakończona. Dzięki mnie poznała moich znajomych (ja jej nigdy), krewnych, chłopaków, których jej odstapiłam, zabiertałam dwukrotnie do Budapesztu, w tym raz - po spadku ciotki Irmy - większość pobytu jej fundowałam, przy każdej okacji dawałam prezenty itd.itp. Ona odwiedzała mnie w czasie moich pobytów w szpitalach (jestem pewna, ze przy dopingu Z.), dawała ciuchy dla biednych. Ciuchami, zresztą wymieniałyśmy się stale i... na tym koniec. Nie było wspólnych tematów, prócz wspomnień z okresu młodości, które , w kółko, wałkowałysmy, a ja ją rozsmieszałam do łez. Nikt tak jej nie rozbawiał, jak ja. Jestem przekonana, że nie czuła do mnie żadnego sentymentu, a była raczej o mnie zazdrosna - czy był powód ? Nigdy. Wystarczyło nawet to, że jestem od niej inteligentniejsza, że mnie chwaliła pod niebiosa ciotka Z. ("ale ty masz mądrą koleżankę" - kiedy jej przekazywałam moje liczne listy do władz, m.in. PO,  którego szefa nie znoszę fizycznie i psychicznie, jak i jego całej tej napastliwe, wrednej , pełnej nienawiści bandy: Niesiołowskiego, Kutza, Bartoszewskiego, Wajdy, aktorów, i młodych "żołnierzyków" działających na jego rzecz - kontynuatorów działań tej bandy staruchów, jak ostatnio Olszewski. Oczy im  wyłażą z orbit, kiedy mówią i szkalują PiS, a przede wszystkim Kaczyńskiego. Nie mówić juz o słynnym "wywiadzie" Lisa, który kompletnie się skompromitował , okazując całą swoją nienawiść przez napastliwe, chamskie zachowanie, idiotyczne pytania i wywlekanie nieistotnych bzdur sprzed wielu laty, które nie miały nic wspólnego z prowadzeniem sensownej i logicznej rozmowy. Skandal. Pisałam o tym w forum.
No i 9 pażdziernika wybory. Dużo bym dała, gdyby wygrał PiS, żeby utrzeć nosa temu Tuskowi i jego bandzie. Nie przeprowadzili przez 4 lata żadnej reformy, niczego, co miałoby dla nas jakąś wartość. A ile gromów leciało na Kaczyńskiego, ze przez 2 lata nie zrobili wszystkiego, co wymyśliło PO.
Na blogach jakieś oszołomy, fanatycy, którzy nie widzą, co też ten rząd wyczyniał przez okres swojej kadencji, a opowiadają jakieś bajdy o sukcesach. Nadto Palikot przkupił jakiś motłoch i gotów wejśc do Sejmu ! Koniec świata i Polski.
niedziela, 25 września 2011. 09:25 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

Nie wiem, jak korzystać z tych blogów. Na interii poruszam sie już dobrze, ale w myspocie , czy mylogu jakoś nie umiem sie odnależć. Chciałam wlepić zdjęcie i się nie udało.  Yu nie ma jak je odnależć.
Zerwałam z Cieciorem (moja wieloletnia kumpela, którą tak nazwałam jeszcze w szkole i ta ksywka pozostała do dziś, czyli 60 lat), bo to taka wygodnisia, że kiedy ja dzwonię , to łaskawie odbiera telefon, ale ostatni przerwała w pewnym momencie, mówiąc: przepraszam, ale Z. , czyli mąż odlewa kartofle, co oznaczało, że musze skończyć rozmowę. Skończyłam i odtąd nie zadzwoniłam  (minęło kilka tygodsni), a ona nie raczyła oddzwonić, nawet przeprosić za to, że dla głupich kartofli nie poświęciła mi jeszcze kilka minut... Im to na rękę - nie musza już sie mna przejować, wysłuchiwać moich zwierzeń, bo im (koleżankom) wystarczą partnerzy lub rodzina. Mnie one nigdy nie były potrzebne - w sensie obiektów do rozmów , bo same nie zwierzały się, albo nie umiały prowadzić dialogów, albo , jak M. przekrzykiwała i miałyamnie za idiotkę, chociaż sama , lekarka, z ogólna wiedzą miała problemy.

bez

wtorek, 30 sierpnia 2011. 09:04 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

Nie wiem, czy jest sens prowadzić ten blog, skoro jest płatny, a ja miałam zamiar przedstawiać swój życiorys - dłuuugi...

sobota, 27 sierpnia 2011. 16:38 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

Piszą, że mój pakiet premium wygasa. Niech wygasa   - w zasadzie nie mam o czym tu pisać. Mam jeszcze 3 blogi, a tu mi  nie jest wygodnie, bo nie znam sposobu, by poprawić tekst, ew. błędy pisowni - nic nie wiem, gdzie jest.W interii już znam wszystkie podstawowe funkcje - tu nie. Ani gdzie linki, ani statystyki ? Nie wiem do kogo się zwrócić, by popytać jak i co się robi w tym kierunku, ani z kim  nawiązać kontakt ? Po prostu - zaniecham pisania i tyle. Szkoda. Tak samo nie wiem, dlaczego nie pokazują sie zdjęcia, które tu zamieściłam  na fotoblogu ?

czwartek, 18 sierpnia 2011. 14:52 | Kategoria: brak kategorii
tagi:
Ciągle nie mam pomysłu, o czym tu będę pisać. Może opowieści, jakie przekazywała mi krewna - ciesząca się w rodzinie mirem i niebanalnym życiorysem.
A było to tak:
Urodziła się na Żmudzi, gdzie ojciec miał majatek ziemski (szlachcic), po około roku - wyjechała z mamą swoją i starszą o 3 lata siostrą do innego kraju, skąd pochodziła rodzina jej matki. Nie zagarzały długo miejsca, bo było to tuż przed wybuchem II w.św.  Wróciły na tereny, gdzie mieszkali, z kolei, antenaci jej ojca, ale majątek był zadlużony (kryzys gospodarczy 30 lat ub. wieku) i ordynat musiał  go oddać wierzytelowi na czas zwrotu dlugu .  Cała trojka zatrzymala sie u siostry ich rodziciela, a ojciec wyjechal na zarobek do Warszawy, gdzie go zastała wojna. Tak wiec rodzina była rozdzielona i, jak sie pozniej okazało, nigdy juz nie została z powrotem skonsolidowana. Wlasciciel majatku zmarl w niewiadomych okolicznosciach - prawdopodobnie po wyjsciu z wiezienia hitlerowskiego. Wyszło tez na jaw, że mial kochanke -  gospodynie , zatrudniona na dworze, ktora razem z nim wyjechala do Polski, tam , wraz z nim, zostala aresztowana i w wiezieniu zmarla. Toteż pan Jan, jak sie zwal - doszedł do wniosku, ze warto wrocic na łono rodzinne, w czym przeszkodziła mu smierc. Jego zona przebaczyła zdrade i pzwolila na powrot do domu. Niestety. Obie corki  wychowywala potem tylko matka, nie majaca zawodu (w mlodosci diwa operetkowa, ale bez wyksztalcenia i przez wiele lat na utrzymaniu meza - nie miala mozliwosci, by podjac sie jakiejs godziwej pracy) - przy tym w dosc zaawansowanym wieku, bo urodzila pierwsza corke w wieku 39 lat. Wowczas  bardzo zaawansowany wiek. Teraz młodosc wydluzyla sie o dobrych kilkadziesiąt lat i kobieta 40-50-letnia jest  godna zainteresowania i ma szanse na znalezienie partnera. Ich matka, choc piekna kobieta - nie zamierzala  powtornie wychodzic za mąż , przez co miala znaczie utrudniony zywot , lacznie z  niedoborem finansow na ich wychowywanie...
czwartek, 11 sierpnia 2011. 21:30 | Kategoria: brak kategorii
tagi:

Nie wiem dlaczego nie ujawniają się te znaki, które naciskam. Daję duże litery, a wychodzą małe... wciskam na kolor czertwony, a pojawia się czarny...
spać mi się chce, a nie mogę, bo ciśnienie nie daje mi zasnąć, a jutro wybieram się rano z Wandą na zakupy i muszę być o poranku gotowa do wyjazdu. Właściwie nie mam planów zakupowych, ale chcę wyruszyć z tych 4 ścian. Kiedy ja nie dzwonię do Cieciora - ona wcale się nie kwapi do wykręcenia mego numeru i nie przejawia chęci do rozmowy. Właściwie to jest mi ona obojętna, ale to jedyna pozostala z moich koleżanek do kontaktu - przynajmniej telefonicznego. Reszta ma mnie w nosie, a ja ich... Piszę byle co, by zechciało mi się na tyle  spać, bym kładąc się do łóżka - zasnęła...